niedziela, 7 sierpnia 2011

Bułeczki "pajdeczki"


Pomysł na pajdki narodził się jak zwykle trochę z przypadku, a trochę z potrzeby. Bułki, które piekę namiętnie w ilościach hurtowych często wyrastają mi tak duże, że nie sposób zjeść na jedno posiedzenie całą bułkę na raz.
Wymyśliłam więc pajdeczki. To takie smakowe bułeczki- kromeczki, które po przekrojeniu na pół są idealnie akurat :)


Cała filozofia tkwi w uformowaniu pajdeczek, a właściwie tego formowania jako takiego brak....

Pajdeczki cebulowe 

Składniki na 14-16 sztuk:
  • 350-400gramów mąki (mieszam pszenną- białą, z pełnoziarnistą, razową i orkiszową),
  • ok 200ml ciepłej wody,
  • 2-3 średnie cebule,
  • 20gramów świeżych drożdży,
  • 1 łyżeczka cukru
  • 100gramów chudego twarogu
  • 4 łyżki oliwy
  •  1 łyżeczka morskiej soli, pieprz

Wykonanie:

Cebulkę posiekać bardzo drobno i podsmażyć na rumiano na teflonie, na koniec dolewając oliwę i pieprz do smaku. Lekko przestudzić.

W dużej misce drożdże rozetrzeć z cukrem, podsypać 2 łyżkami mąki i poczekać z 10 minut aż zaczyn "ruszy". Następnie zaczyn zalać wodą, dodać rozkruszony twaróg i dobrze wymieszać.
Do rozczynu wsypać mąki, sól i na koniec dodać zrumienioną cebulkę wraz z oliwą, na której się smażyła. Ugniatać aż ciasto zacznie pracować i zacznie tworzyć kulkę dosypując ewentualnie mąki razowej.
Ilość mąki zależy od wilgotności twarogu oraz samej mąki.
Ciasto odstawić w ciepłe miejsce do podwojenia objętości (ok. 45 minut)

Po urośnięciu krótko wyrobić jeszcze raz, uformować placek, a następnie zwinąć w wałek średnicy ok 10-12 cm. Bardzo ostrym nożem, starając się nie wgnieść ciasta w deskę pokroić wałek w pajdki. Czynność przypomina krojenie świeżego chleba na kromki. Każdej pajdce nadać kształt owalu i układać na blaszce pokrytej namoczonym papierem do pieczenia. Odstawić do napuszenia na około 15-20 minut.

Piec w nagrzanym do 220- 230 stopni piekarniku przez około 28-30 minut. "Rumianość" najlepiej sprawdzić na oko ;)

Pajdeczki pomidorowe

Składniki na 14-16 sztuk:
  • 350-400gramów mąki (mieszam pszenną- białą, z pełnoziarnistą, razową i orkiszową),
  • 2 łyżki ciepłej wody,
  • 1/2 słoika suszonych pomidorów w oliwie (ok. 120-150 gramów lub więcej),
  • 20gramów świeżych drożdży,
  • 1 łyżeczka cukru 
  • ok 200ml soku pomidorowego lub wielowarzywnego (lub rozcieńczonego przecieru)
  • 100gramów chudego twarogu
  • 4 łyżki oliwy z pomidorów
  • 1 łyżeczka soli morskiej (1/2 łyżeczki jeśli pomidory są bardzo słone). 
Wykonanie:
W dużej misce drożdże rozetrzeć z cukrem, podsypać 2 łyżkami mąki i poczekać z 10 minut aż zaczyn "ruszy". Następnie zaczyn zalać sokiem z pomidorów, dodać rozkruszony twaróg i dobrze wymieszać.
Do rozczynu wsypać mąki, sól i na koniec dodać posiekane drobno pomidory wraz z oliwą. Ugniatać aż ciasto zacznie pracować i zacznie tworzyć kulkę dosypując ewentualnie mąki razowej.
Ilość mąki zależy od wilgotności twarogu oraz samej mąki.
Ciasto odstawić w ciepłe miejsce do podwojenia objętości (ok. 45 minut)
Po urośnięciu postępować jak wyżej z pajdeczkami cebulowymi.

 
Smacznego.

Polubić śniadania


Przed dietą Dukana bardzo lekceważyłam poranne posiłki. Cieszył mnie fakt, że nie chce mi się jeść, że nie odczuwam głodu. Błędnie interpretowałam fakt, że skoro nie jem, to nie utyję, a im dłużej nie jem, tym bardziej nie utyję. Głupota okrutna. I żyłam tak sobie na świecie w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku względem swojego ciała. Tylko jakoś nie docierało do mnie, że mimo, że nie jem śniadań, jakoś nie chudnę a za to bardzo łatwo kilogramy idą w górę.
Przejście na dietę Dukana uświadomiło mi, jak wiele błędów żywieniowych popełniałam. Dzień bez śniadań, potem obfity posiłek zamulający totalnie, który kończył się poobiednią drzemką. Pod wieczór znowu byłam głodna, sięgałam więc po różne zapychacze, by ostatecznie dzień zamknąć jakimś śmieciowym żarciem do piwka...
Nie bardzo zastanawiałam się, co jem i kiedy jem. Ważne było, żeby  smakowało jako tako, a to pojęcie względne. Biała bułka ze sklepu, napompowana i "pachnąca piekarnią" znikała bezmyślnie w czeluściach mojej jamy ustnej. Z za chwilę byłam zdziwiona, że w brzuchu mi burczy.
Na szczęście Dukan i jego dieta całkowicie odmieniły moje podejście do aktu jedzenia. 
Do jednego z najważniejszych nawyków zdrowego żywienia, oprócz regularnych posiłków, w mniejszych porcjach, należy celebracja śniadań. Jak cudownie smakowała kromka upieczonego przeze mnie chleba po kilku miesiącach bycia na diecie Protal, w fazie II, gdzie nie wolno mi było jadać chleba...mmmmmmmmm. 
Od tamtej pory uwielbiam śniadania. Może nie zaczynam dnia zbyt zdrowo, bo kawusią na czczo, ale kawusia ze świeżo mielonego ziarna kawy, z dobrego ekspresu ciśnieniowego  pozwala mi na samorozgrzeszenie.
Za to potem następuje uczta dla podniebienia. Jadam pieczywko wyłącznie mojego wypieku. Moje bułki nie są tylko z ziarnem, po które często sięgają osoby chcące mieć poczucie, że sięgają po zdrowe pieczywo a w rezultacie sięgają po bezwartościową, białą bułkę, posypaną ziarnem. Moje bułki są pełnoziarniste, pełne dobrodziejstwa płynącego ze zboża wraz z otoczką otrębową.

Bułki piekę przeróżne. Ostatnio uparłam się na pajdeczki pomidorowe lub cebulowe, które idealnie dopasowałam do mojego zapotrzebowania śniadaniowego. Ale każde moje pieczywko smakuje wybornie.



A już najszczęśliwsza jestem, gdy taką bułeczkę mogę zjeść z ekologicznym twarożkiem, własnego wyrobu, z warzywami pochodzącymi, z działki mojej mamy. Mam wtedy poczucie, że daję sobie to co najlepsze. W końcu moje ciało to nie śmietnik na odpady.
Jestem tym, co jem....
Tak więc smacznych, pełnych wartościowych produktów śniadań życzę.
Amen.


sobota, 6 sierpnia 2011

Tort warzywny z cukinii


W moim domu nadal trwa sezon na cukinie, patisony i kabaczki. Mój mąż już nie może patrzeć na te warzywa. Wychodzą z każdej półki i szuflady w lodówce. W miarę dostarczania mi tych pysznych warzyw do domu, przerabiam na różne sposoby. Były już placuszki z cukinii, leczo z cukinią, kilka dni temu kilka sztuk wraz z porcją pomidorów i cebulki przerobiłam na przepyszny sos do spaghetti, a dzisiaj postanowiłam upiec wytrawny torcik. Wyszedł pyszny!
A co ważne, nosi wszelkie znamiona czysto II i III fazowego posiłku diety Protal. Tak, tak się drogie Dukanki, to danie idealne dla Was. 

Składniki na tortownicę o średnicy 22cm:

  • ok 1,5 kilograma cukinii (ja wymieszałam cukinię, kabaczek i patisona)
  • 2 marchewki (dla kolorku)
  • 4 cebule
  • 150 gramów chudej wędliny
  • 5 jaj
  • 12 łyżek otrąb
  • 1 łyżka skrobi kukurydzianej
  • 3 łyżki gęstego, chudego jogurtu
  • 3 ząbki czosnku
  • pół pęczka  drobno pokrojonej pietruszki
  • przyprawy - sól, pieprz, papryka, maggi
  • trochę startego , żółtego sera na wierch (dla fazy III)

Przygotowanie:

Cukinię, marchewkę utrzeć na grubych oczkach, posolić i odstawić na 15 minut żeby cukinia puściła sok.
Cebulę i wędlinę podsmażyć na teflonowej patelni do zarumienienia. Lekko przestudzić.

W dużej misce utrzeć żółtka z otrębami, skrobią, przeciśniętym czosnkiem i natką pietruszki.Do masy jajecznej dodać usmażoną cebulę i wędlinę, jogurt oraz mocno odciśniętą, utartą cukinię z marchewką.
Przyprawić dosyć mocno i na pikantno, żeby masa miała wyrazisty smak.
Osobno ubić białka i delikatnie połączyć z warzywną masą.

Wylać masę na wyłożoną na dnie papierem tortownicę, wyrównać. Piec przez około 1,5 godziny w nagrzanym do 175 stopni piekarniku.
Podawać przestudzoną z sosami jogurtowymi, ketchupem lub twarożkiem. Na drugi dzień jeszcze smaczniejsza :)

Smacznego

wtorek, 2 sierpnia 2011

Razowy tort czekoladowy

Nudziłam się, gdy mój robot kuchenny zawołał mnie do kuchni. I tym sposobem dałam zaprosić się na randkę, w wyniku której powstał tort z pełnoziarnistej mąki z otrębami. No właśnie, biszkopty na tort zawsze kojarzą się z puszystym, napompowanym, lekkim ciastem. Takie powinny być. Zaleca się do ich wypieków białej, lekkiej mąki, którą się przesiewa, by ciasto było jak najbardziej napuszone. No i oczywiście powinny być pełne jaj :-). Ja natomiast popełniłam wielkie faux pas, ponieważ uparłam się, że mój biszkopt co prawda pełen jaj będzie, ale też będzie na mące pełnej otrąb, z pełnego ziarna. Uparłam się i upiekłam razowy biszkopt. Wyszedł znakomicie. Za bazę przyjęłam przepis z mojego zeszytu, który zaczęłam prowadzić jeszcze jako nastolatka a w którym zapisywałam tylko sprawdzone przeze mnie lub podejrzane u mamy przepisy.
Gdy już miałam biszkopt, zaczęłam kombinować z masą i ta też wyszła znakomicie. Puszysta i delikatna, zwarta, nie rozpadająca się masa na bazie śmietany. Mojej córce skojarzyła się z ptasim mleczkiem. Gdy miałam już i ciasto i masę, pomyślałam, że dobrze będzie mocną czekoladowość przełamać kwaśnym posmakiem owoców. I to był dobry pomysł. Przez to tort nie wyszedł mdły a kwaskowata, cieniutka warstwa podkreśliła smak czekolady.


BISZKOPT (na 3 warstowy 24cm tort):
  • 6 jaj
  • 600 gramów mąki razowej pszennej pełnoziarnistej (Melvit)
  • 70 gramów mąki ziemniaczanej
  • 33 gramy (3 łyżki) kakao
  • 130 gramów cukru (dobrze część zastąpić trzcinowym)
Przygotowanie biszkoptu:
Białka ubić na sztywno. Dodawać po trochu cukier i dalej ubijać, następnie dodać żółtka i na koniec delikatnie połączyć z wymieszanymi mąkami. Piec około 45 minut w piekarniku nagrzanym do 180 stopni.
Nie rzucać ;-), ostudzić, przeciąć na 3 blaty.

MASA:

  • 2 jaja
  • 2 łyżki cukru trzcinowego
  • 1 łyżka żelatyny
  • 3 łyżki wody
  • 100 gramów ciemnej czekolady (65%)
  • 4 łyżki ajerkoniaku lub likieru kawowego
  • 1 łyżka kakao
  • 500 gramów śmietanki 30% tłuszczu (zostawić 3-4 łyżki na masę owocową)

Przygotowanie masy:
Jajka ubić na parze z cukrem na białą, puszystą masę. Dodać kakao.
Czekoladę rozpuścić w kąpieli wodnej lub w mikrofali.
Żelatynę namoczyć w wodzie a gdy napęcznieje, rozpuścić nad parą.
Do masy jajecznej dodać żelatynę i wmiksować czekoladę i alkohol.
Ubić śmietanę na sztywno i wmieszać w nią przestudzoną masę jajeczno- czekoladową. Wstawić na chwilę do lodówki.* Wyłożyć na pierwszą warstwę biszkoptu.**

PRZEŁOŻENIE OWOCOWE:

  • Dżem najlepiej z owoców kwaśnych, lub owoce, lub sok z jagód, czarnej porzeczki, wiśni (jak kto lubi)
  • 1 łyżka mąki ziemniaczanej
  • 1-1 1/2 łyżki żelatyny, 
  • 3-4 łyżki śmietanki
  • ewentualnie cukier do smaku.
Składniki podgrzać z mąką ziemniaczaną, żeby powstał kisiel, dosłodzić lekko, gdy za kwaśne, zmiksować z rozpuszczoną (podgrzaną) żelatyną i na koniec wmiksować śmietankę. Wyłożyć na drugi blat biszkoptu.
Dołożyć trzeci blat**.

POLEWA CZEKOLADOWA:

  • 4 łyżki cukru
  • 2 łyżki śmietany
  • 3 łyżki kakao
  • 100 gramów rozpuszczonej gorzkiej czekolady 60-65%
  • 6 dkg masła
  • 1 łyżeczka żelatyny
  • aromat pomarańczowy
Żelatynę zalać niewielką ilością zimnej wody. Resztę składników zagotować.
Gdy żelatyna napęcznieje podgrzać ją w tej wodzie do całkowitego rozpuszczenia (można w mikrofalówce na średniej mocy - dosłownie chwilkę) i dodać do reszty masy z rozpuszczoną czekoladą.
Wymieszać dobrze i wystudzić.
Polać ciasto.
Polewa jest lśniąca, lekko elastyczna, zastyga ładnie ale daje dużo czasu na dokładne rozsmarowanie, nie tworzą się smugi, nie brudzi palców przy jedzeniu z ręki i nie kruszy się przy krojeniu ciasta.

Smacznego.


 * uwaga, masa dosyć szybko sztywnieje, tężeje, więc nie przetrzymywać za długo w lodówce.
** biszkopt dobrze jest nasączyć likierem kawowym lub kawą z wódką lub rumem.

Ciągle bym coś chrupała...

To okropne jak człowieka może jedzenie zniewalać. Czasem mam perfekcyjnie prowadzone menu przez calutki dzień i kładę się spać z błogą szczęśliwością, że wytrwałam bez napadów łakomstwa a czasem trzymam się większość dnia by na sam wieczór ponieść klęskę.
Od kiedy w kuchni przybył mi pomocnik w postaci robota kuchennego, ciągle kręcę się przy garach i gotuję...Niestety smacznie. I od kiedy pojawił się tenże robot, przybyło mi z 2 kilo na wadze. Wredny z niego kumpel. Mam nie tylko napady obżarstwa, ale  częściej napady pichcenia i eksperymentowania w kuchni. No i na przykład w ten sposób, bez okazji, ot tak sobie urodził się w kuchni pełnoziarnisty, czekoladowy tort całkowicie mojego pomysłu. Smaczny był....
Gdy dzisiaj waga wskazała liczbę 58,4kg, powaliło mnie. Ponad 3 kilo od wagi ustabilizowanej 10 miesięcy temu. Noż kurde... Na poprzednie fazy Dukana raczej wybrać bym się nie chciała, ale koniec z łakociami i nadmiarem cukrów prostych. Piwko, pizza i chipsy idą precz. 
Niestety jestem w takim cyklu miesięcznym, że najchętniej siedziałabym głową w lodówce. A już najbardziej na świecie chce mi się pochrupać i niestety nie marcheweczki mi się chce chrupać.
Wymyśliłam więc otrębowe faworki pełnoziarniste. Piecze się je w piekarniku. Potrzebę chrupania zaspokajają znakomicie. Idealna alternatywa dla chipsów.