Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasta. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ciasta. Pokaż wszystkie posty

sobota, 25 maja 2013

Makusek (nie piegusek) z daktylami, na białkach

W minionym tygodniu, z mojego pichcenia pozostało mi sporo białek, głownie z obiadów, gdyż moja rodzinka uparła się na spagetti a la carbonare. A ja do makaronu carbonare z szynką, do sosu używam tylko żółtek. Przedwczoraj więc uszczęśliwiłam moich bliskich wielgachną, nieprzyzwoicie słodką bezą Pavlowa z sosem z rozmrożonych owoców, które miałam jeszcze zachomikowane z zeszłego roku w zamrażarce. No a dzisiaj zaczęłam szukać pomysłu, co zrobić resztą zalegających w lodówce białek. Oczywiście mogłam liczyć na nieoceniony blog dorotus, skąd zaczerpnęłam przepis. W moim rodzinnym domu ciasto te nazywano pieguskiem lub rzadziej makuskiem. W moim przepisie zamiast maku niebieskiego użyłam maku białego, bo taki mi zalega w pewnej ilości w szafce po wypiekach marcińskich rogali jeszcze z listopada. Tym samym ciasto straciło swoje urocze piegi, ale nie straciło na smaku. Został więc sam makusek.
Przepis dodatkowo zmodyfikowałam do moich potrzeb kierując się tym, jakimi produktami dysponuję. I tak, zamiast bakali, w cieście znalazły się wyłącznie daktyle, wcześniej wypestkowane, pokrojone drobno.  No i co tu dużo pisać. Ciasto wyszło świetne! 
Ciasto jest proste i szybkie do wykonania. Proporcje odmierza się szklankami co może być nieocenioną sprawą dla tych gospodyń, które z jakiś przyczyn wciąż nie doczekały się od męża takiego gadżetu jak waga kuchenna ;-) Z wyglądu troszkę przypomina keks, ale nim nie jest. Ja pozbyłam się nadmiaru białek a moja rodzinka doczekała się pachnącego makiem i daktylami ciasta do sobotniej kawki.

Składniki (na tortownicę 23cm z wkladem kominkowym):

  • 1 szklanka mąki pszennej
  • 1 szklanka suchego, niemielonego maku (u mnie białego)
  • 1 szklanka białek
  • 1 szklanka cukru
  • 1/2 szklanki zimnego stopionego masła
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 2 szklanki posiekanych daktyli
  • ulubiony aromat (opcjonalnie)
Wykonanie:


Białka ubić na sztywno ze szczyptą soli, dodać cukier i dalej ubijać. 
Do otrzymanej masy dodać wymieszane wcześniej w osobnej misce: mąkę, mak, daktyle i proszek do pieczenia oraz wlać ostudzone masło.
Całość wymieszać dokładnie szpatułką.

Ja piekłam w tortownicy o średnicy 23 cm z takim spodem z kominem, ale może to być keksówka.
Po około 20 minutach przykryć ciasto folią aluminiową, gdyż ciasto bardzo łatwo się przypieka. Całość piec w piekarniku rozgrzanym do 220 stopni przez około 40-50 minut do tzw. suchego patyczka.
Smacznego.

piątek, 26 kwietnia 2013

Tort Trash Pack



Rok po tym jak upiekłam urodzinowy tort z diznozaurem dla mojego siostrzeńca znowu stanęłam przed tym zadaniem. Kamil, o rok starszy (jak te dzieci szybko rosną) tym razem zapragnął tortu o tematyce prześmiesznej, bo ze śmieciakami. Jak ktoś z Was nie ma pojęcia co to są śmieciaki, to nic nie szkodzi. Za to ja, gdy usłyszałam, że tort ma być z Trash Pack szczerze się ucieszyłam. Jeden z bardziej wdzięcznych tematów. Nie mógł się nie udać. Czym większe brzydactwo na torcie tym piękniejszy.
Od razu wiedziałam, że tort musi być jednym, wielkim śmietnikiem. No i tak wyglądał. A żeby było efektowniej, zaskoczyłam solenizanta tym, że tort w środku był tęczowy.
 
Przepis na ciasto wzięłam stąd. Zależało mi na tym, żeby było zwarte, ciężkie, nie wymagające nasączania, ponieważ tort miał być wysoki, miał być na kremie śmietanowym no i miał udźwignąć dosyć spory, ciężki dekiel (również z ciasta). Zaufałam więc przepisowi w ciemno. Wyszło tak jak trzeba.
Jedynie miałam dylemat, skąd wziąć 6 jednakowych okrągłych foremek, tortownic o średnicy 20cm. Nie znalazłam talerzyków aluminiowych o tej średnicy, więc poradziłam sobie wykonując takie formy z foli aluminiowej sama. Tutorial wykonania takich foremek tutaj >>klik<<
Natomiast masę śmietanową zrobiłam z przepisu własnego na bazie bitej śmietany, mascarpone, ajerkoniaku i utartych biszkoptów.
 
Po torcie nie ma śladu, ale pozostało wspomnienie i kilka zdjęć, którymi dzielę się z Wami.

 Pozdrawiam.

wtorek, 16 kwietnia 2013

Tiramisu dukanowe (faza II, III)

 Lubicie tiramisu? Jesteście na diecie i bardzo Wam go brakuje? Spróbujcie tiramisu dukanowego. Deser przygotowany na otrębowym biszkopcie i na twarogu o zawartości 0% tłuszczu na pewno  nie zaszkodzi Waszej diecie. Nawet tym, którzy nie liczą kalorii powinien zasmakować.
W tym przepisie ważną rolę pełni aromat tiramisu, który pozwala nadać ciastu dukanowemu smak do złudzenia przypominający oryginalne tiramisu. Gdy nie macie takiego aromatu, tiramisu również się uda, ale nie będzie miało tej przysłowionej "kropki nad i", gdyż aromat tiramisu nadaje  deserowi posmak biszkoptów, których przecież używa się w prawdziwym deserze. Tak czy inaczej, zachęcam do skosztowania.

Składniki na biszkopt (na tortownicę 26-27cm średnicy):

  • 9 łyżek otrąb (kopiastych)
  • 1 jajo
  • 5 żółtek
  • 4 łyżki słodzika
  • 1 łyżka budyniu lub skrobi kukurydzianej
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • aromat waniliowy
Powyższe składniki zmiksować na puszystą masę w malakserze. W większej misce ubić pozostałe 5 białek ze szczyptą soli na sztywno. W moim robocie mogę te czynności wykonywać jednocześnie.
Do białek delikatnie dodać po trochu masę, którą zmiksowaliśmy w malakserze.
Piec około 23-25 minut w 180 stopniach. Po wystudzeniu przekroić na pół i nasączyć ponczem. 

Składniki na poncz:

  • potrójne świeże espresso (lub ok. 3/4 szklanki mocnej kawy)
  • 2-3 łyżki xylitolu 
  • 6-8 kropli aromatu migdałowego
  • 2-3 łyżki amaretto*

Składniki na masę twarogową:

  • 2 kg twarogu (najlepszy ser Emilki 0%)
  • ok 15-20 łyżek słodzika
  • 6 łyżeczek (ok. 20g) żelatyny
  • 1/2 szklanki mleka
  • 20 kropli aromatu tiramisu
Żelatynę rozpuścić w mleku umieszczając miseczkę w ciepłej kąpieli.
Resztę składników zmiksować dobrze napowietrzając masę serową. Na koniec cienkim strumyczkiem cały czas intensywnie ubijając wlać rozpuszczoną żelatynę. Dokładnie zmiksować jeszcze chwilkę. 

Złożyć ciasto:

Pierwszy naponczowany blat ciasta przesypać kakao i wyłożyć 1/2 masy serowej. 
Ponownie przesypać kakao i nakryć drugim naponczowanym blatem biszkoptu. Powtórzyć czynność kończąc warstwą sera. 
 Nadać łyżką górnej warstwie  falisty kształt, całość oprószyć kakao i wsadzić na kilka godzin do lodówki.
 
 
Smacznego.
* wyłącznie dla grzesznych Dukanek, kuszę, ale nie namawiam.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Sernik z dodatkiem mascarpone na spodzie brownie

 (z czekoladą i mleczkiem skondensowanym zamiast cukru)
Delikatnie kremowy dzięki dodatkowi mascarpone, rozkosznie słodki dzięki użyciu mleczka skondensowanego zamiast cukru, obłędnie czekoladowy dzięki dodatkowi  ciemnej czekolady do części masy. Rozpływa się w ustach.
Do serników poleca się twarogi półtłuste lub pełnotłuste. W tym serniku doskonale sprawdza się ser typu "wiaderkowy" do 4% tłuszczu, ale ja upatrzyłam sobie sernik Emilki 0%. Idealny do tego sernika a magiczne "0%" (tłuszczu) momentalnie zachęca do wzięcia dokładki. Jednak za dużo go się zjeść nie da. Słodycz szybko wypełnia kubki smakowe. Dostojny, piękny, przepyszny...Zapewniam, że stanie się ozdobą każdego stołu. 
Przepis z bloga dorotus, minimalnie przeze mnie zmieniony. No i tortownica 20-21 cm średnicy to zdecydowanie za mało. Składniki na masę serową podwoiłam i wykorzystałam tortownicę sześcioboczną o wymiarach boków 13 cm.

Składniki na spód brownie:

  • 50 g masła
  • 50g gorzkiej czekolady, połamanej na drobne kawałki
  • pół szklanki drobnego cukru do wypieków
  • 1 duże jajko, w temperaturze pokojowej
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 50 g mąki pszennej
Do niewielkiego garnuszka włożyć masło, dodać czekoladę i rozpuszczać na małej mocy palnika, mieszając od czasu do czasu, aż składniki się połączą i powstanie gładki sos czekoladowy. Ściągnąć z palnika, odłożyć do lekkiego przestudzenia.
Jajko (w całości) ubić z cukrem przy pomocy miksera na puszystą pianę. Powoli wlewać lekko przestudzoną czekoladę (może być ciepła), miksując do połączenia. Dodać przesianą mąkę i zmiksować.
Wysoką tortownicę o średnicy ok 26 cm wyłożyć papierem do pieczenia (sam spód). Na spód przelać masę brownie, wyrównać. Piec w temperaturze 170ºC przez około 12 - 15 minut. Wyjąć z piekarnika.
Kiedy spód z brownies się piecze, przygotować masę serową.

Składniki na masę serową:

  • 2x500g sera Emilki 0%*
  • 500g serka mascarpone
  • 6 jaj
  • 2 puszki mleka skondensowanego słodzonego (370 g)
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  • 2 duże łyżki budyniu z wanilią**
  • 200g czekolady gorzkiej lub mlecznej, roztopionej w kąpieli wodnej
Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej.
W misie miksera umieścić wszystkie składniki (poza czekoladą), zmiksować (lub utrzeć ręcznie) do połączenia się składników. Nie napowietrzać masy zbyt mocno, żeby sernik nie urósł i tym samym potem nie opadł brzydko, ale muszę oznajmić, że piekłam sernik dwa razy i mimo, że mój robot trochę się nad masą  poznęcał, nie urósł niekontrolowanie. Zachował bardzo równą powierzchnię.
Z powstałej masy odlać do półtorej szklanki. Zmiksować ją szybko z roztopioną i lekko przestudzoną czekoladą na gładką masę.
Na upieczony spód brownie przelać białą masę serową. Łyżką wykładać na górę masę czekoladową, w odstępach (kleksach), masa jest gęsta, ale nie tonie w masie serowej. Płaską szpatułkę włożyć w masę serową i wymieszać kilka razy, nie za mocno, by w masie powstał efekt marmurka.
 
Piec w temperaturze 150ºC (bez termoobiegu) przez około 90-100 minut z parą wodną***. Wystudzić w lekko uchylonym piekarniku. Wyjąć, włożyć do lodówki na kilka godzin lub całą noc.
Schłodzony sernik oprószyć tartą czekoladą.
Smacznego.

 * w oryginale sera półtłustego lub tłustego, zmielonego przynajmniej dwukrotnie
** w oryginalnym przepisie mąki ziemniaczanej
*** sernik pieczemy w kąpieli wodnej lub umieszczając poziom niżej w piekarniku żaroodporne naczynie czy blaszkę z wrzącą wodą.

sobota, 13 kwietnia 2013

Babeczki mocno czekoladowe (z pomarańczą i nutą korzenną)

 
Uwielbiam połączenie czekolady i pomarańczy. Ideał smaku dla mnie. Od jakiegoś czasu polubiłam również smaki korzenne, ziołowe, pikantne w słodkich wypiekach. Eksperymentuję z nutami tymianku, rozmarynu, papryki czy pieprzu... Ale dzisiaj chcę wam zaproponować coś mocno czekoladowego, obłędnie pomarańczowego i urzekająco korzennego. To moja wariacja na temat babeczek czekoladowo - korzennych z powidłami, które upiekłam na Boże Narodzenie. W duecie ze smakiem pomarańczy smakują mi jeszcze bardziej.

Składniki na 12 babeczek:

  • 3/4 szklanki mąki pszennej
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • 1 łyżeczka przyprawy korzennej do piernika
  • pół łyżeczki sody oczyszczonej
  • 3/4 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 120 g masła
  • 60g gorzkiej czekolady, posiekanej
  • 1/2 szklanki kakao
  • 2 duże jajka
  • 3/4 szklanki jasnego brązowego cukru
  • 1 łyżeczka ekstraktu z wanilii
  •  2/3 szklanki grzybka tybetańskiego (w oryginale kwaśnej śmietany 18%)
  • 12 kopiastych łyżeczek dżemu z pomarańczy *
  • kandyzowana skórka pomarańczy do posypania babeczek **
Wykonanie:

Wszystkie składniki powinny być w temperaturze pokojowej. 
Mąkę pszenną, cynamon, przyprawę korzenną, sodę, proszek - wymieszać i przesiać, odłożyć.
W garnuszku umieścić masło, roztopić. Zdjąć z palnika, dodać posiekaną czekoladę, odstawić do jej roztopienia, mieszając pod koniec. Dodać przesiane kakao i wymieszać rózgą kuchenną. Odstawić do lekkiego przestudzenia.
Jajka (bez rozdzielania na białka i żółtka) i cukier ubić mikserem do puszystości. Dodać ekstrakt z wanilii, ubijając dalej. Dodać masę czekoladową i dokładnie zmiksować (tą samą końcówką miksera). 
Dodawać śmietanę, na zmianę ze suchymi składnikami, mieszając szpatułką tylko do połączenia się składników.
Formę do muffin wyłożyć papilotkami. Połowę ciasta wyłożyć do papilotek, wyrównać. Na sam środek wyłożyć pełną łyżeczkę dżemu:

Przykryć pozostałą częścią ciasta czekoladowego, wyrównać.
Piec w temperaturze 170ºC, bez termoobiegu, przez około 25 - 27 minut, do tzw. suchego patyczka. Wyjąć, przestudzić na kratce.

Polewa z mlecznej czekolady:

  • 100 g mlecznej czekolady
  • 30 g masła
Czekoladę i masło roztopić w kąpieli wodnej. Pełną małą łyżeczkę rozprowadzić po każdej babeczce. Posypać skórką kandyzowaną.
 
Smacznego.
 * użyłam wykonanego własnoręcznie dżemu z pomarańczy.
** użyłam kandyzowanej skórki własnej roboty. 

piątek, 30 listopada 2012

Szarlotka z musem jabłkowym


Na jesienne szarugi, na pluchę za oknem, na smuteczki, na zachcianki... Szarlotka dobra na wszystko!

Składniki na kruche ciasto (na blachę 23 x 28):

  •     3,5 szklanki mąki
  •     250 g masła w temperaturze pokojowej
  •     4 żółtka
  •     4 łyżki cukru pudru
  •     2 łyżki cukru waniliowego
  •     1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  •     2 łyżki kwaśnej śmietany
Składniki na mus z jabłek:
  •     1,5 kg jabłek
  •     łyżeczka cynamonu
  •     ewentualnie kilka łyżek cukru, w zależności od kwaśności jabłek (ja nie dodaję cukru)
Wykonanie:
Masło posiekać z mąką, dodać cukier, żółtka, proszek i śmietanę i szybko zagnieść. ( Ja wrzucam wszystko do malaksera i w kilka sekund mam gotowe ciasto z dobrze połączonymi składnikami).
Podzielić ciasto na dwie części 3/5 i 2/5 i na 10-20 minut wsadzić do lodówki.

W tym czasie zabrać się za mus jabłkowy.
Jabłka obrać, usunąć gniazda. 1-2 sztuki odłożyć, resztę pokroić w miarę równe kawałki, wymieszać z cukrem i cynamonem i przesmażyć, aż powstanie mus. Pod koniec dodać te 1-2 jabłka pokrojone w bardzo malutką, równą kosteczkę i chwilkę jeszcze poddusić tak, aby kosteczka zmiękła, ale się nie rozpadła.
Pozostawić do ostygnięcia.( ten zabieg z kosteczką z braku czasu można pominąć i wtedy wszystkie jabłka usmażyć w jednym czasie).

Przygotować średnią blaszkę (u mnie23x28). Wyłożyć pergaminem.
Większą kulkę ciasta zetrzeć na grubych oczkach tarki (za mnie znowu robotę odwala malakser) i wysypać równomiernie na blaszce. Przyklepać lekko rękami.
Podpiec około 20 minut.
Na podpieczony spód wyłożyć mus jabłkowy.
Wyciągnąć z lodówki drugą część ciasta, rozwałkować na ok 0,5 cm i ponacinać nożem tak, aby uzyskać coś w rodzaju siateczki. Ja dorobiłam się do tego specjalnego wałka. O takiego:

Ile frajdy sprawiają takie gadżety w kuchni!
Oczywiście wersja prostsza będzie polegała na tym, że pozostałą cześć ciasta potraktuje się także tarką i wysypie  równomierną warstwą na mus.
Placek lekko rozciągnąć i wyłożyć na mus jabłkowy. Dociąć do formy.
Piec w 180 stopniach przez około 40 minut, do zrumienia góry.  Ewentualnie posypać cukrem pudrem.


 Smacznego.

niedziela, 4 listopada 2012

Drożdżowiec z owocami i kruszonką (taki trochę dla leniwych)


 Coś niepokojącego jest w tym, że z roku na rok coraz większa chandra jesienią mnie dopada. To już nie dołek, a cały Rów Mariański... Ciężko mi się z niego wygrzebać. Dobrze, że chociaż apetyt na mieszanie w garach mi nie przechodzi. Z kuchni prawie nie wychodzę, efektem czego trochę się mnie więcej zaczyna na świecie robić i czas temu zaradzić. Ale póki co, na chandrę najlepsze coś słodkiego, więc do dzieła. Przepis na prosty drożdżowiec, który dzisiaj chcę Wam zaproponować jest po prostu rewelacyjny. Po pierwsze dlatego, że prosty, a po drugie i chyba ważniejsze, jest przepyszny i zawsze, ale to absolutnie ZAWSZE się udaje! No i coś fajnego jest w tym, że nie trzeba przygotowywać zaczynu i nie ma przy nim całego tego zamieszania, jak przy ciastach drożdżowych, gdzie się najpierw długo wyrabia, potem odstawia w ciepłe miejsce i chucha dmucha a właściwie to nie oddycha, żeby podwoiło swoją objętość i ładnie wyrosło.
Tu zasada jest prosta. Wszystkie składniki wrzucić do miski, zapomnieć na 3 godziny, zagnieść i siup do formy. Piekarnik dopełni reszty. Ciasto cudnie rośnie już w piekarniku. Dla mnie genialne! Ale zamiast się rozpisywać, przejdę do konkretów....

Składniki na ciasto (na blachę 23x39):
  • 75 gramów drożdży (3/4 kostki)
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1-2 łyżki cukru z wanilią
  • 3 całe jajka
  • 3/4 szklanki oleju (najlepiej słonecznikowego, ale rzepakowy też może być)
  • 1/2 szklanki maślanki
  • 3 szklanki mąki + ok 1/2 szklanki do podsypywania
  • szczypta soli
  • 15-20 sztuk śliwek (zależnie od wielkości) lub innych owoców (jak tym razem u mnie) 
Składniki na kruszonkę:
  • 120 gramów masła
  •  200 gramów mąki (krupczatka + tortowa)
  • 70-80 gramów drobnego cukru.
Wykonanie:
Dosyć ważne jest, aby wszystkie składniki miały temperaturę pokojową. Wtedy drożdże zaczną szybciej pracować.
W dużej misce umieszczamy warstwowo, kolejno:
- pokruszone drożdże,
- cukier,
- cukier z wanilią.

W mniejszej misce roztrzepujemy jajka, olej, maślankę i mieszankę wylewamy na drożdże i cukier.




Na to wszystko wsypujemy 3 szklanki przesianej mąki i sól.


Składników nie mieszamy. Miskę przykrywamy ściereczką i odstawiamy na około 3 godziny, najlepiej gdzieś w cieplutkie miejsce. Ja korzystam z dobrodziejstw cywilizacji i posiadając robota kuchennego z płytą indukcyjną, nastawiam podgrzewanie miski na 31-35 stopni Celsjusza i już po półtorej, dwóch godzinach moje ciasto jest gotowe do wymieszania. A skąd to wiem? Drożdże pod pierzynką z mąki zaczynają pracować i bąbelki przebijają się przez mąkę. O tak:


Po leżakowaniu mieszamy składniki na jednolitą masę. W trakcie dosypujemy mąkę tak, żeby ciasto zaczęło ładnie odchodzić od ścianek miski. Za mnie robi to mój przyjaciel - robot kuchenny, uzbrojony w hak.
Po wyrobieniu ciasto wykładamy na blaszkę wyłożoną papierem do pieczenia i rozciągamy rękami. Ciasto jest dosyć luźne i lekko klejące i bez problemu daje się rozciągnąć na całą blaszkę.

                                        

                                        

Na cieście układamy, a precyzyjniej rzecz ujmując, wciskamy w nie owoce. U mnie tym razem śliwki i czereśnie i skórka pomarańczowa. (sprzątanie zamrażarki :D) Całość posypujemy zagniecioną z podanych wyżej składników kruszonką.

                                        

                                        

Ciasto wkładamy do nagrzanego do 200 stopni Celsjusza piekarnika i pieczemy około 45 minut (u mnie grzałka góra-dół). Ciasto ślicznie wyrasta, jest puszyste i świeże pozostaje nawet przez kilka dni.

                                        
Prawda, że fajny przepis? Udanych wypieków.....

                                                                                                                                                Smacznego.

niedziela, 25 grudnia 2011

Ciasteczka z suszoną śliwką


Przepis na pyszne ciasteczka, polecane na świąteczny stół znalazłam na stronce Lidl. Od razu poczułam, że to może być to, co lubię. Oczywiście nie byłabym sobą, gdybym przepisu nie potraktowała własną "miarą".
Oryginalny przepis TU a u mnie minimalne zmiany. Ciasteczka wyszły mocno czekoladowe, z aromatyczną śliwką w środku....Okazały się jeszcze pyszniejsze, niż wyobraźnia obiecywała. A na dodatek nie tylko przesmaczniusie, ale i proste w przygotowaniu jak drut stalowy :-)

Składniki:

  • 150 g suszonych śliwek kalifornijskich
  • 100 g czekolady gorzkiej o dużej zawartości masy kakaowej
  • 120 g masła
  • 2 jaja
  • 120 g cukru trzcinowego
  • 140 g mąki pszennej pełnoziarnistej
  • 35 g otrąb owsianych
  • 60 g naturalnego kakao
  • szczypta soli

Wykonanie:

Śliwki kalifornijskie (najlepsze takie dosyć mokre) drobno posiekać. Czekoladę pokruszyć na małe kawałki i rozpuść wraz z masłem w kąpieli wodnej. Kiedy masa będzie gładka, zdjąć czekoladę z ognia i lekko wystudzić.
Całe jajka utrzeć z cukrem na sztywna pianę, a następnie połączyć z masą czekoladową.
Kakao wymieszać z mąką i szczyptą soli, po czym przesiać przez sito, (z sita otręby z mąki też wsypać, nie wyrzucać), dodać otręby i  i połączyć z czekoladą.
Tak przygotowane ciasto wymieszać z posiekanymi suszonymi śliwkami.
Prostokątną blachę wyłożyć papierem do pieczenia i  układać w kilkucentymetrowych odstępach porcje - nakładając po 2 łyżeczki ciasta.
Ciastka wstawić do piekarnika rozgrzanego do temperatury 180°C i piec przez około 15 minut, a następnie koniecznie wyjąć, gdy będą w środku jeszcze lekko miękkie. Nie przedłużać pieczenia!

Smacznego.

wtorek, 18 października 2011

Orkiszowo-marchewkowe muffinki


Jesień.... oprócz tego, że kojarzy mi się z nieprzyjemną aurą, zimnicą, wiatrami obdzierającymi z umierających liści drzewa, kojarzy mi się również z najsmaczniejszymi o tej porze roku jabłkami, soczystą marchewką, dorodnymi, pełnymi soku burakami.... Październik to idealna pora roku na wyciskanie soków...
Obiecałam sobie i mojej córce, że do świąt koniec z wypiekami, przy których silna wola idzie precz, a brzuchy rosną. 
No i obietnicy nie dotrzymałam... A to wszystko przez serię przypadkowych zdarzeń, w wyniku których popełniłam muffiny marchewkowe.
Zaczęło się wczoraj od tego, że mama obdarzyła mnie marchewką z ogródka. Dorodna, wyrośnięta nasunęła mi pomysł na szklaneczkę świeżo wyciśniętego soku z dodatkiem jabłka. Z myślą tą poszłam spać.
Dzisiaj myśl o soku marchewkowym dojrzewała coraz to bardziej w trakcie dnia. No dobrze, ale co to ma wspólnego z muffinkami? Zaraz się wyjaśni....
Zajrzałam na jednego, z moich już ulubionych bloga Moniki Pawlak -  Tortowe Kreacje "szyte na miarę" i co ujrzały me oczy?
Marchewkowe babeczki! Jakże śliczne wygląda to marchewkowe pole... W ciągu sekundy już miałam pomysł na moje marchewkowe babeczki. Przecież tyle dobra się marnuje podczas wyciskania soku....Pomyślałam sobie, czemu nie wykorzystać odpadów powstałych z wyciskania soku do babeczek?
No i tym sposobem marchewki zafiniszowały i soczkiem i pysznymi marchewkowymi babeczkami. 
Babeczki są puszyste i bardzo wilgotne, takie jakie ja uwielbiam. Może i Wam przyda się przepis, który powstał niemal na kolanie.

Składniki na 12 muffinek:

  • 1 ubita szklanka odpadów z marchewki, powstałych przy wyciskaniu soku przez sokowirówkę (ok.150gr.)
  • 1 szklanka mąki orkiszowej (ok.120 gr.)
  • 2 kopiaste łyżki otrąb owsianych (można ominąć, ale ja wszędzie dosypuję otrąb, takie moje zboczenie)
  • 1/3-1/4 szkl. cukru trzcinowego lub słodzik (ok. 3-4 łyżki pudrowego)*
  • 2 jaja
  • 5 łyżek jogurtu
  • 4 łyżki oliwy bądź rozpuszczonego, przestudzonego masła
  • 50ml wody (najlepiej gazowanej)
  • 1 łyżeczka proszku do pieczenia
  • 1 łyżeczka sody oczyszczonej
  • aromat pomarańczowy

Wykonanie:

W niewielkiej misce całe jaja ubić trzepaczką na puszystą masę
W drugiej, większej misce umieścić wszystkie pozostałe składniki, oprócz wody.
Wlać masę jajeczną do składników i wymieszać.
Na koniec wlać wodę tak aby uzyskać gęste ciasto.
Przełożyć do foremek na muffiny (ja mam takie fajne, grube silikonowe).
Ja piekłam 30 minut w 200 stopniach grzałka góra dół.

Aż się proszą, żeby polać je odrobiną gorzkiej czekolady, aromatyzowanej pomarańczowym sokiem, ale wystarczy tej rozpusty. Pozostawiłam je dziewiczo marchewkowe ;-)

Smacznego

* z podaniem ilości cukru mam problem, ponieważ zapomniałam sobie zapisać, ile go użyłam w tym przepisie, dlatego dane nie są ściśle dokładne...

niedziela, 9 października 2011

Kubusiowa rodzinka na torcie


No i miałam przepisy na kiełbaskę wekowaną podać, ale  zabieganie nie pozwoliło mi znaleźć czasu na  zajęcie się blogiem.
A główny winowajca to tort dla mojego siostrzeńca. Zajęłam się przygotowaniem tortu i pochłonęło mnie to całkowicie. Temat tortu dla 3 latka - Kubuś Puchatek. Wdzięczna praca a ile radości mi sprawiła.
Ostatecznie kubusiowa ferajna rozsiadła się na torcie w towarzystwie beczułki pełnej leśnego miodku...
Wszystkie ozdoby i figurki zrobiłam własnoręcznie z masy cukrowej. Masę cukrową też oczywiście "uwarzyłam" sama. Tak więc calusieńki tort od początku do końca jadalny. Co potwierdziło się w czasie degustacji, solenizant paluszkiem podjadał miodek Kubusiowi (no bo bez ściemy, w beczułce był najprawdziwszy leśny miodek). Za to nie było chętnych do odgryzienia głów maskotkom na torcie, "bo szkoda" ;-)