środa, 13 lipca 2011

Mieszkanie pachnące bułeczkami...

Dzisiaj dzień pieczenia bułek. Zawsze staram się mieć spory zapas w zamrażalniku, ale gdy zapas topnieje, zabieram się za ugniatanie kolejnej porcji. A skoro już piekarnik rozgrzany, to szkoda tego ciepła na jedną tylko porcję. Tak więc najpierw powędrowały do piekarnika bułeczki z siemieniem lnianym.
Tak pięknie pachnie pieczywkiem...mmmmmm.

"Napuszają się"przed upieczeniem..
A w misce wyrasta kolejna porcja ciasta na pomidorowe bułeczki drożdżowe. Równie pyszne.

ciasto na pomidorowe bułeczki
Uwielbiam śniadania z mojego wypieku bułeczkami. Przy takim pieczywie nie da się utyć. Schudnąć niestety też się nie da ;-)

wtorek, 12 lipca 2011

Jadam smacznie, ale mądrze...

Bardzo często jestem pytana o to, czy jadam tak samo jak przed dietą Dukana. Odpowiadam wtedy, że tak, że nie odmawiam sobie smaczności, nie wydzielam posiłków, nie żałuję, dogadzam. Jednak, gdy tak dokładnie się zastanowić nad tym, jak teraz jadam, to faktycznie diametralnie zmieniło się moje podejście do sztuki kulinarnej.
Po procesie chudnięcia na diecie Protal, naprawdę zmienia się spojrzenie na to, co i jak się przyrządza. Z dużo większą łatwością przychodzi rezygnacja ze śmieciowego jedzenia na rzecz zdrowych przegryzek. A wizyty w fast foodach przechodzą do lamusa. Tak stało się w moim przypadku. Skłamałabym, że w ogóle nie jadam chipsów, frytek czy smażonego schabowego. Owszem, zdarza mi się zwłaszcza, gdy jem poza domem czy jestem na proszonym obiedzie. Sama już tradycyjnych schabowych u siebie nie serwuję. Nic nie poradzę, tak mi się przestawiło i już, i kropka.
No więc jak się przyrządza najpopularniejsze, często goszczące na polskich stołach obiady, gdy jak ja, zostało się naznaczonym ręką Dukana?
Ja gotuję mądrze, z głową, przemyślanie...i nadal smacznie. Już nie potrafię gotować "normalnie" ;-)
Przykład.
Dzisiaj na talerz zawitały pulpety w sosie pomidorowym. Takie sobie zwyczajne danie. Ileż to razy w życiu przed dietą przyrządzałam pulpety. Zdarzało się też niejednokrotnie sięgnąć po gotowe pulpeciki w słoiczku w sklepie. Bo to takie wygodne i smaczne.... Teraz świra dostaje na punkcie tego, by od początku do końca wiedzieć, co jem. A na 100% będę wiedzieć co jem, gdy sobie sama  jedzenie przygotuję i tyle.
New Life w życiu, więc newlife na talerzu.
Mięsa wieprzowego na mielone praktycznie nie kupuję. Tak więc pulpety czy kotlety przyrządzam wyłącznie z mięsa drobiowego i wołowego. Oczywiście mielę sama. W tradycyjne mielone pakuje się namoczoną bułkę tartą. Do tego z bezwartościowej, białej mąki. U mnie pieczywo z białej mąki i tym samym bułka tarta raz na zawsze ma wyjazd z kuchni. Zamiast niej dodaję namoczone w mleku otręby. Jaki to prosty a jakże skutecznie poprawiający wartość odżywczą zabieg. Do obtoczenia pulpecików używam mąki razowej (taką z trocinkami ;-)) z domieszką skrobi kukurydzianej. I smażę. 
Oczywiście można pulpeciki obtoczyć wyłącznie w małej ilości skrobi i wrzucić na wrzątek, czy do bulionu, lecz ja lubię przyrumienione mięsko.


Wrzucam na patelnię i przyrumieniam równo. Nie muszę chyba dodawać, że na suchą patelnię? Po co futrować się olejem rafinowanym, gdy w miejsce tego można bez wyrzutów sumienia uraczyć się przepyszną surówką z dresingiem na oliwie z pierwszego tłoczenia? Tak właśnie kombinuję cały czas.

 Potem cebulka.....

 

Minimalnie posolona puszcza sok i pięknie się rumieni nie paląc. Podlewam kilkoma łyżkami wody i duszę pod przykryciem do miękkości cebulki.


Na to porcja pomidorów z puszki, przyprawy, kapka winka wytrawnego, kilkanaście minut duszenia i....


.....voilà!

I po co pakować w siebie puste, bezwartościowe węgle, gdy można w to miejsce z pożytkiem zaserwować lepsze, zdrowsze rozwiązanie?
Tak więc, jeśli mnie zapytacie, jak jadam po diecie Dukana, odchudzona o kilkanaście kilogramów, z uśmiechem odpowiem: jadam smacznie, ale mądrze...

poniedziałek, 11 lipca 2011

Siedzę w garach...

Od wczoraj zaprzyjaźniam się z moim nowym kuchennym pomocnikiem. Muszę się przyznać, że trudne te moje początki z Cooking Chef.
Ptysie wyszły twarde jak kamień,  krem jajeczny nie zgęstniał jak powinien, ale za to leczo ugotowane w urządzeniu wyszło wyborne! Nic specjalnie wyszukanego, ale smak pierwszej dojrzałej cukinii z ogrodu mojej mamy i fasolka zerwana prosto z  grządki to jest to.
Jak już się na dobre zakumplujemy z moim Chefem, to na pewno podzielę się moimi daniami.
A w moim piekarniku właśnie "dochodzą" puszyste, śmietankowe babeczki z mąką razową. Jest duża szansa, że te mi wyjdą przepysznie. Przynajmniej taką rokują nadzieję.

niedziela, 10 lipca 2011

Nowy kumpel w kuchni

Uwielbiam gotować! Uwielbiam kręcić się po mojej ciasnej kuchni i "warzyć". A dzisiaj pojawił się pomocnik. I to nie byle jaki! Sam Kenwood Cooking Chef. O taaaki! 



 Tak bardzo marzyłam o takim pomocniku, ale zawsze szkoda było mi pieniędzy na takie fanaberie, zwłaszcza, że bez tego równie świetnie mi się wiedzie w kuchni. Jednak spoglądałam zakochanym, okiem w stronę tego robota i tak sobie marzyłam, że kiedyś będzie mi dotrzymywał towarzystwa w moich zmaganiach kulinarnych. No i jest. Zajął honorowe miejsce i czeka na zadania specjalne.
Tylko boję się, czy nie przysłuży się do wzrostu mojej tak silnie trzymanej w rydzach wagi. A ciężkie dni mam ostatnio. Impreza za imprezką, piwko, pizza. Prawie 3 kilo na zadku więcej. Nooo kochany zadku, tylko bez efektu jo-jo mi tu proszę ;-)
A mi się tu marzy wypróbować pół książki kucharskiej, dostarczonej do robota.... A wierzcie mi, nie są to przepisy produkanowe......No to będę miała pole do popisu, by choć trochę kaloryczności potrawom uszczypnąć i podsypać zdrowym ziarnem do ciast. Oj będzie się działo :-)
Wyniki zapewne nieraz będą uwidocznione tu w tym miejscu.
Wracam w podskokach do mojej kuchni. Jest tyle pyszności do ugotowania...Mniaaam.


czwartek, 7 lipca 2011

Bułki z siemieniem lnianym i twarogiem


 Muszę przyznać, że ciągle eksperymentuję z przepisami na pieczywko. Ciągle coś zmieniam, dosypuję, mieszam i szukam takiego swojego przepisu na idealne bułeczki.
Ten jest świetny, przeze mnie przerobiony z przepisu, który znalazłam w instrukcji obsługi robotka kuchennego Clatronic, którego dorobiłam się niedawno. Wiadomo, zamiast masła - oliwa, mniej soli, brak cukru, mąki z tych rasowych no i akcent białkowy w postaci twarogu, który powoduje, że bułeczki nie są suche. Przepis sprawdzany średnio dwa razy w tygodniu, bo moja rodzinka zajada się nimi na śniadanie. Jednak nie miałam okazji przekonać się, jak bułeczki zachowują świeżość na drugi dzień, bo zaraz po ostudzeniu na kratce wędrują do zamrażalnika i rano wyciągam je w liczbie sztuk potrzebnych do konsumpcji. Potem tylko siup do mikrofali i gotowe. Pyszne, gorące, chrupiące bułeczki!

Składniki na ok 14-15 100gramowych bułeczek:
  • 600-650gramów mąki (mieszam pszenną- białą, z pełnoziarnistą, razową i orkiszową),
  • 125+250ml ciepłej wody,
  • 50gramów siemienia lnianego (niemielone ziarenka),
  • 40gramów świeżych drożdży,
  • 200gramów chudego twarogu (kostka);
  • 1 łyżeczka morskiej soli.
  • 3 łyżki oliwy

Przygotowanie:

Siemię namoczyć w połowie szklanki ciepłej wody (125ml).

Do dużej miski wlać szklankę wody (250ml) i wkruszyć drożdże. Dodać rozkruszony twaróg i dobrze wymieszać do rozpuszczenia drożdży.
Do rozczynu wsypać mąki, sól i namoczone siemię. Ugniatać aż ciasto zacznie pracować i zacznie tworzyć kulkę dosypując ewentualnie mąki razowej.
Ilość mąki zależy od wilgotności twarogu oraz samej mąki. Na koniec ugniatania dodać oliwę.

Ciasto odstawić w ciepłe miejsce do podwojenia objętości (ok. 45 minut)

Po urośnięciu krótko wyrobić jeszcze raz i formować bułeczki (ja z wałeczka zakręcam i końcówki podwijam pod spód) i układać na blaszce pokrytej namoczonym papierem do pieczenia.

Odstawić na ok 15 minut do napuszenia, posmarować ciepłą wodą i nastawić do nagrzanego do 200-220 st. piekarnika.
Piec około 28-35 minut. Po upieczeniu wystudzić na kratce. Zamrozić, jeśli macie słabą silną wolę :-)

Pyszne.